logo

U Szastaka

U Szastaka w starej izbie
Zośka wkoło chodzi
Tu posprząta, tam zamiecie
Nim się oswobodzi

Ale ona zapatrzona
Plan układa chytry
Za dwie wiosny o północy
Będzie koniec bitki
Ale ona zapatrzona
Plan układa chytry
Za dwie wiosny o północy
Będzie koniec bitki

Zguby swojej nieświadoma
Do Wróblowej poszła
I wyznała jej cierpienie
By Szastaka niosła

Tu na rękach, tam wysoko
Gdzie to wspólne miejsce
A on ślepy, on nie widzi
Kijem bije we śnie
Tu na rękach, tam wysoko
Gdzie to wspólne miejsce
A on ślepy, on nie widzi
Kijem bije we śnie

 

Gdy tajemne słowa szepcąc
Karmi go czarami
I w nadziei swojej widzi
Miłości między nimi

A tu ciągle kij nie stygnie
Miłość nie goreje
Wszyscy szumią, ona płacze
Kat się tylko śmieje
A tu ciągle kij nie stygnie
Miłość nie goreje
Wszyscy szumią, ona płacze
Kat się tylko śmieje

I zawlekli ją na rynek
Na stos kłaść kazali
I ostatnie jęki pieśni
Śpiewać nakazali

I paliła się jak serce
Co z miłości kwitnie
Noc jaśniała w imię ciszy
Iskra już nie błysnie
I paliła się jak serce
Co z miłości kwitnie
Noc jaśniała w imię ciszy
Iskra już nie błysnie

Zofia Janowska przyjechała z Wielopola do służby. Gotowała, sprzątała, znosiła bicie kijem od swojego chlebodawcy, Wojciecha Szastaka ze Staromieścia – i gdzieś pomiędzy jednym uderzeniem a drugim postanowiła, że woli być panią Szastakową niż służącą. Serce ma swoje racje. Niestety pan Wojciech swoich nie widział powodu zmieniać.

Przyjaciółka – Katarzyna Koczanowiczówna – znała kogoś, kto mógł pomóc. Katarzyna Wróblowa z Pobitnego nie była amatorką. Do niej jeździły szynkarki aż z Jarosławia, żeby odczarowała psujące się piwo. Miała swoje metody, swoje formuły, swoją pewność siebie. Jej specjalnością było zamążpójście – i działała skutecznie, jak zapewniała. Wystarczyło napoić wybranka wodą przyprawioną sercami gołębi, szepnąć odpowiednie słowa i czekać. Jak ciężko gołębiowi bez pary, tak jemu ciężko bez żony. Brzmiało przekonująco. Zofia zapłaciła tynfa i czekała.

„Ona mnie upewniała: jak mu to zadasz w jedzeniu albo piciu, już się nie będzie w nikim kochał tylko w tobie, póki się z tobą nie ożeni – a on mnie wczora pobieł kijem, darmom sobie tynfa stracieła…” – mówiła Zofia przyjaciółce, ta następnej, tamta kolejnej. Sekret rozszedł się po Rzeszowie z prędkością, na jaką stać tylko dobrze strzeżoną tajemnicę. Zanim Szastak zdążył się zakochać, trzy kobiety siedziały już w więzieniu.

Proces był krótki. Tortury potwierdziły to, co kobiety i tak już przyznały. Sąd rzeszowski 16 września 1718 roku wydał wyroki z całą powagą sprawiedliwości. Zofii miała być odcięta prawa ręka i przybita gwoździem do bramy dla przestrogi – a potem ona sama, żywa, wrzucona na stos i spalona. Wróblowej – jako czarownicy – obie dłonie upalone, a potem też stos. Koczanowiczównie – miecz, potem ogień.

Sprawiedliwości stało się za dość. Wyroki zostały wykonane.

Legendy Rzeszowskie

Koncert premierowy 19.06.2026